piątek, 10 maja 2013

Coś innego. :)

Postanowiłam wam się pochwalić, wyróżnieniem w konkursie literackim, powiatowym. I chciałam wam je tu wstawić. Poznać waszą opinię. Miłego czytania, i do następnego rozdziału myszki <3


"Jedna smutna historia"

Trudno jest się przedstawić, jeśli na swój temat wie się tak mało. Mogę powiedzieć tylko tyle, ile wiem. Mam na imię Kasia, liczę już 16 lat, a na sam koniec to co powinno być najważniejsze, gdy proponuje się rodzinom które chcą dokonać adopcji powiedzieć im, że jestem osobą niewidomą. Czemu wspomniałam o domu dziecka? Ponieważ, gdy miałam nie cały roczek tu mnie zostawiono. Teraz, jak mam już te 16 lat zdałam sobie sprawę z tego jakimi tchórzami musieli być moi biologiczni rodzice. Jest zepsuta, trzeba ją wyrzucić. Bali się tego, że nie podołają nad opieką niewidomego dziecka. A właśnie to nie jest takie trudne. Po prostu czujemy się jakby przez cały czas była noc. Nic więcej. Ale nie o  tym chciałam opowiadać. Chcę po prostu przedstawić jakimi tchórzami potrafią być ludzie. Jak trafiłam do domu dziecka, byłam za mała, by to zrozumieć. Były różne kryzysy. A najgorsze było to, gdy jakaś rodzina przychodziła i chciała zaadoptować dziecko. Wybierali mnie, bo niby wyglądam na inteligentną, pomocną i same pozytywy słyszałam. No ale opiekuni musieli im powiedzieć najistotniejszą informację. Gdy rodziny to słyszały mówiły, że muszą się poważnie nad tym zastanowić. Zawsze obiecywali, że wrócą. Nie wrócili. Odrzucili mnie przez moją ślepotę. A to nie moja wina. Taka się urodziłam, nic i nikt tego nie może zmienić. Przywykłam do tego, że ludzie mnie nie chcą. Uważają za odmieńca. Najbardziej doceniam osoby w domu dziecka. Pomagają mi być jak najbardziej normalną dziewczyną. Wiem, że kiedyś im się odwdzięczę. Są dla mnie ogromnym wsparciem. Nie wiem czy kiedykolwiek spotkam tak samo wspaniałych ludzi jak tu. Przecież jesteśmy wielką, wspaniałą rodziną. Powinnam wrócić do mojego dzieciństwa. Wiadomo dzieci trochę się ze mnie naśmiewały, gdy byłam w wieku przedszkolnym. Potykałam się, wpadałam na ludzi, przedmioty. Wtedy tylko potrafiłam się rozpłakać i pobiec wtulić się w opiekunkę. Ale gdy byłam już starsza, stałam się wśród otaczających mnie osób pośmiewiskiem. Dokuczali mi, zabierali różne rzeczy wiedząc, że nie wiem gdzie ją schowali. Nie wytrzymywałam tego. Kilka razy uciekałam z domu dziecka, niestety zapominając o tym, że nic nie widzę i szybko mnie znajdywali. To było najgorsze. Codziennie przeżywałam te same katusze. Wśród tylu dzieci nie miałam nawet jednego przyjaciela. Wszyscy byli przeciwko mnie. To tak bolało. Wiele razy myślałam o popełnieniu samobójstwa, lecz wtedy do naszej rodziny trafiła dziewczyna w moim wieku i nie miała lewej ręki. Zaprzyjaźniłyśmy się, ponieważ obie stałyśmy się obiektem szeptów, śmiechów i rozmów. Gdy byłyśmy razem nie przejmowałyśmy się tym. Cieszyłyśmy się sobą. Byłam taka podekscytowana faktem, że w końcu ktoś mnie zaakceptował. Jestem osobą wrażliwą więc to bardzo wpłynęło na mój stan psychiczny. Mankament szczęśliwych opowieści? Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Moje szczęście zniknęło wraz z Zosią. Zmarła. Nie chcieli mi powiedzieć czemu. Ale między ludźmi słyszałam, że popełniła samobójstwo. Miała tylko 12 lat. Była jeszcze dzieckiem. Nie wiem co ją do tego drastycznego kroku zmusiło, ale mnie to bardzo zabolało. Czasami musiałam siebie karcić w myślach, ponieważ obwiniałam niewinną Zosię o to, że zostawiła mnie samą z problemami. Byłam taką egoistką. Teraz widzę, że nigdy nie pytałam się jej jak się czuję, o czym myśli. To ona zawsze się mną interesowała. A ja nie. Mam to cały czas w głowie. Te myśli, że ona robiła wszystko bym ja była szczęśliwa, a ja dla niej nie robiłam nic. Po jej śmierci zamknęłam się w sobie jeszcze bardziej, niż przed jej przyjściem do domu dziecka. Całe dnie spędzałam w pokoju, albo się bawiąc, albo rysując. Opiekunki często do mnie przychodziły i sprawdzały jak się czuję. Zawsze zbywałam je krótkim „dobrze”. A co mogłam innego powiedzieć? Nie chciałam nikomu się żalić. Panie zawsze mi mówiły, że ładnie rysuję. Tylko te słowa sprawiały, że na kilka sekund na mej twarzy pojawiał się uśmiech. Do teraz z nikim nie rozmawiam. Wszystkie złe i smutne chwile wypaliły znamię na mojej psychice. Znamię nie do usunięcia. Nigdy nie wybaczę moim biologicznym rodzicom, że mnie nie chcieli, tym ludziom, którzy chcieli mnie adoptować, ale nie byłam idealna. Oraz tym którzy się z mojego kalectwa naśmiewali. Ale nigdy nie byłam zła na Zosię. Nie potrafiłam. Była dla mnie jak siostra. Jedyna siostra.

3 komentarze:

  1. Well... Czemu mnie nie dziwi, że dostałaś wyróżnienie? :3 Czemu mnie dziwi, że nie dostałaś pierwszego? -.- Ci oceniający po części sie znają na ocenianiu ;D Dla mnie i tak jesteś najlepsza i z całego serca Ci gratuluję. :* A teraz czekamy na rozdzialik.♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Bomba teraz czekam na next a to mój blog wejdź I oceń : my-candy-love-thewanted.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń